Blog

Kilka lat temu rozpoczęła się moda na otwieranie firm trudniących się tzw. doradztwem finansowym. Niemal do dziś na każdym rogu w centrach miast do dziś widzimy krzykliwe reklamy różnego rodzaju firm (o nazwach tych firm lepiej nie wspominać..) zajmujących się kredytami . Założenia biznesowe były proste – klienci są i będą, co to za filozofa wypisać wniosek kredytowy, zanieść go do banku i zainkasować prowizję. Prawda ta niestety odnosi się też do największych graczy na naszym rynku.

Analizując różne sprawy naszych klientów, które trafiają do nas na „Pogotowie Pelikana” (www.nielykajjakpelikan.pl) nasuwa się jeden wniosek, bardzo tragiczny wniosek – 90% doradców finansowych nie nadaje się do tego biznesu i jest nimi tylko z nazwy.

Można powiedzieć, że wrzucam sobie kamyczek do ogródka bo przecież też działam w tej branży,ale z pełną świadomością odcinam się wraz z moim zespołem grubą kreską od tych wszystkich pseudodoradców funkcjonujących na naszym rynku.

Dlaczego?

Po Pierwsze: Jak sama nazwa mówi doradca DORADZA a nie wciska na siłę produkty finansowe. Jeśli nazywasz siebie doradcą finansowym, a na siłę sprzedajesz produkt klientowi nie jesteś nikim więcej niż zwykłym pośrednikiem finansowym. Jeśli z premedytacją doradzasz klientowi droższy produkt, dokładasz dodatkowe ubezpieczenia tylko żeby więcej zarobić jesteś zwykłym sprzedawcą.

Po drugie: Doradca MA OBOWIĄZEK sprawdzić czy klient będzie w stanie to zobowiązanie obsługiwać. Kredyt to nie bułka ze sklepu, to zobowiązanie dla klienta na wiele lat, często na więcej niż masz drogi doradco. Dlatego zamiast na siłę sprzedawać produkt sprawdź czy nie zmarnujesz klientowi życia, gdzie przez Twoje „doradztwo” zostanie mu 500zł miesięcznie na życie. Może warto zarobić mniej, ale mieć czyste sumienie?

Po trzecie: Większość klientów nie zna się kredytach lub ma niewielką wiedzę na ich temat. Doradca MA OBOWIĄZEK pomóc klientowi od początku procesu do jego zakończenia, a nawet jeszcze służyć asystą także po uruchomieniu kredytu. Klient to nie petent i nie pracujesz w urzędzie aby traktować go jakby był złym koniecznym.

Czy mnie skłoniło aby o tym napisać? Nasz ostatni klient, który poprosił o pomoc w sprawie otrzymanego kredytu w największej firmie doradczej na naszym rynku. Jeśli jesteś doradcą finansowym pracuj tak abyś przynosił ludziom satysfakcję i pomoc a nie sprowadzał na nich kłopoty. Jeśli jesteś klientem, który planuje zaciągnięcie kredytu pamiętaj: duży nie znaczy najlepszy, poszukaj doradcy, który szanuje klienta i Twoje pieniądze. Kończąc dzisiejszy wpis historia ku przestrodze.

Kłaniam się. Właśnie trafiłam na ślad Akcji Pelikan… i muszę stwierdzić, że okazuję się być klasycznym pelikanem. A co łyknęłam? O, zgrozo! Strach się przyznać.

Ofertę przysłało na maila( …) Coś w stylu: „stać Cię na zakup mieszkania, rata kredytu już od 729 zł”. Oczywiście zwróciłam uwagę na informację, iż oferta nie jest oznacza konkretnej oferty, lecz ma charakter opcjonalny. Będąc samotną matką borykającą się od lat z problemem mieszkaniowym (w tamtym czasie wynajmowałam 2 pok. mieszkanie za kwotę 900 zł, a więc stosunkowo niedrogo) z oczywistych względów podjęłam refleksję: Niemożliwe…, jeżeli to okazałoby się prawdą, to być może stać by mnie było na zaciągnięcie kredytu. Udałam się rychło na rozmowę z doradcą. Szczerze i z powątpiewaniem w realną możliwość spełnienia marzeń o własnym M, przedstawiłam swoją sytuację finansowo-bytową. Samotna matka, zatrudniona w sferze budżetowej, z pensją w okolicy 2100zł netto + ewentualne premie, nagrody, 13-tka, zwroty podatku, alimenty. Z mej strony padło pytanie: Czy faktycznie mam szansę na otrzymanie kredytu?

Doradca po dokonaniu symulacji stwierdził: Jak najbardziej! Może pani śmiało przystąpić do wyszukania interesującej panią nieruchomości. Chodziło o zakup na kwotę nie wyższą niż 225.000 zł.

(…) Doradca wśród szeregu ofert wyszukał rzekomo tę najlepszą i (co podkreślał) najtańszą. Z nutką wątpliwości spytałam czy może tańszy nie okaże się kredyt „rodzina na swoim”? Odparł, iż absolutnie nie. Zapewnił, iż ten oferowany przez niego jest najtańszym produktem na rynku. (…dziś mogę domniemać, iż może miał na myśli ofertę pt.: mini-procent, polegającą na tym, iż rata kredytu po ustanowieniu 2 hipotek miała zejść do poziomu niespełna 600 zł, którą to kwotę można faktycznie uznać za niską…, lecz na tym atrakcje się kończą!!!).

Zaproponowano mi kredyt ze spłatą na okres 50 lat. Jako zabezpieczenie spłaty obowiązek wykupienia polisy z funduszem inwestycyjnym (…), z miesięczną składką 231 zł w dniu zawarcia umowy, obecnie 246 zł. Doradca zapewnił, iż de facto zgromadzone w ten sposób środki (przez minimum 10 lat!) realnie skróci okres kredytowania, gdyż posłużą częściowej wcześniejszej spłacie kredytu. Dziś wiem, iż realnie rzecz biorąc, przy dobrym założeniu (zysk w granicy 6%), zgromadzone środki mogą osiągnąć pułap 30.000zł, …natomiast całkowita kwota wymagana do spłaty bez mała milion!!!

Zaczęło stopniowo brakować środków na nadpłaty. Pula zaoszczędzonych środków po 2 latach obowiązywania aneksu stopniała praktycznie do zera. W tym momencie rata sięgnęła kwoty ponad 1900 zł! … Następnie nieznacznie spadła – do kwoty 1851zł.

Dopiero w tym momencie zaczęłam bliżej przyglądać się umowie. Wcześniej w świetle zaistniałego kryzysu pomyślałam: Trudno, nie stać mnie na utrzymanie tego mieszkania, więc po 2 letnim okresie karencji sprzedam mieszkanie (unikając płacenia prowizji) i spłacę kapitał. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, iż za okres obowiązywania „niskiej raty” dłużna jestem jeszcze odsetki, czego nie uświadomił mi doradca, a w każdym razie nie wytłumaczył jasno i precyzyjnie z czego wynika jego rada: należy dokonywać nadpłat, aby rata nadmiernie nie urosła… Mówił mi dokładnie to, co chciałam usłyszeć. Mianowicie, skoro wciąż na głos zwracałam uwagę, iż najbardziej w całym kredycie interesuje mnie jaka będzie wysokość raty, to NISKA RATA stanowiła w jego mowie super przynętę.

Konsekwencje: zobowiązanie wobec banku przekracza znacznie realną wartość nieruchomości (ponadto ceny mieszkań jak wiadomo spadły na łeb na szyję, więc nie sposób zaspokoić roszczenia, sprzedając mieszkanie. Nie mam możliwości refinansowania kredytu, gdyż najstarszy współkredytobiorca nie może już podwyższyć zdolności kredytowej z uwagi na starszy wiek. Wszyscy po kolei doradcy rozkładają ręce, mówiąc: Ten kredyt jaki pani zaciągnęła jest MASAKRYCZNY! Serdecznie pani współczujemy.

W chwili obecnej sięgam finansowego dna. Mimo realnej pomocy ze strony rodziców, po uregulowaniu raty kredytu i podstawowych tylko opłat na życie wraz z 2 dzieci pozostaje mi ledwie 300 zł.

Zachodzę w głowę: jak mogłam być tak naiwna? Potraktowałam doradcę (uważając go za „instytucję niezależną”, jako że oferującą oferty szeregu banków, nie reprezentującego tego jednego, konkretnego) jako przyjaciela, człowieka z gruntu życzliwego, szczerze oferującego swą pomoc. W sytuacji zaciągania kredytu na zakup mieszkania znalazłam się po raz pierwszy w życiu… To jedyne, co mnie tłumaczy, lecz nie satysfakcjonuje.

Połknęłam rybę z olbrzymim już nie tylko haczykiem, ale wręcz hakiem!!! Znalazłam się w potwornej pułapce kredytowej.

Zastanawiam się, czy mogę zaskarżyć tego doradcę w sytuacji, gdy dowiedziałam się, iż nie był z gruntu niezależny, albowiem pośrednik należy do tej samej grupy kapitałowej co bank, którego ofertę zaproponowano mi jako „jedną jedyną” (faktycznie nie przedstawiono mi żadnej innej, alternatywnej* już to powinno mi się wydać podejrzane!!!).

Jestem. Jestem PELIKANEM!!!

Gdzie mogę szukać obrony? … Czy jest nadzieja? W końcu mówi się: „Widziały gały, co brały…”

avatar
Autor:

Współzałożyciel Hossa Finance specjalizujący się w doradztwie finansowym. Zajmuje się rozwojem oferty Hossa Finance oraz nadzoruje pracę doradców finansowych. Odpowiada również za rozmowy z kluczowymi klientami firmy. Michał jest absolwentem Akademii Rolniczej na kierunku Ekonomia. Ukończył także Podyplomowe Studium w zakresie Ubezpieczeń i Rynków Kapitałowych na Uniwersytecie Szczecińskim oraz Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych. Obecnie w trakcie studiów doktoranckich na Uniwersytecie Szczecińskim – Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania.

Dodaj komentarz